Harry Potter
Blogi o Harrym Potterze!
Pamiêtniki Lili Evans *Najlepsze blogi w sieci* Wstaw tu swoj± stronê/bloga Toplista Kafelka...!!! Top Lista Ranking stron i blogów Toplista blogow Blogi na 6
Kategorie: Wszystkie | Szkoła | Wakacje
RSS
wtorek, 13 marca 2007
Długa nocia dla was :D
RANO Codziennie rano budzę się i widzę straszną bardzo straszną rzecz która mnie załamuje. Znowu zaspałam i idę ostatnia do łazienki...Na dodatek musze się spieszyć żeby zdążyć na śniadanie na jeszcze większy dodatek JA CHCĘ SPAĆ!!! Ogłaszam strajk, napiszę petycję o pozwolenie rudowłosym i zielonookim spać do 12:00!!Po umyciu się stwierdzam że... no że tutaj nie ma tak jak w domu, że z łazienki mam zasłonkę do garderoby, tylko bida wielka bida, bida z nędzą. Jak już się dostałam w ręczniku do pokoju to zastałam... kolejną bidę z nędzą, bo gdzie ja mam ubrania, co? Gdzie ja mam ubrania??? Nikt nie wie??????? No to ja już mówię: ubrania mam w bałaganie... Ehh, życie... wskoczyłam w piękny bałagan z gracją no i się ubrałam. Zeszłam razem z Kelly i Dorcas na śniadanie. I zaniemówiłam... NIKOGO NIE BYŁO, NIKOGO, ANI JEDNEGO SKRZATA, ANI JEDNEGO DUCHA, ANI ŻADNEJ ŻYWEJ ISTOTY POZA NAMI INNEGO... To był tylko moment - spojrzałyśmy po sobie.- Co mamy pierwsze? - zapytała Dorcas.- Lepiej nie pytaj - odparła Kelly- O nie... -Lily - Zielarstwo. - To będzie szybki długi sprint, jak bieg maratoński - mój przebłysk inteligencji. 3... 2... 1... GO! I ruszyłyśmy!!!!!!!!! Gdy wbiegłyśmy do szklarni to po prostu padłam. - Dziewczyny coś się stało? - No bo ja nie wiem, wstałyśmy wcześnie i w ogóle, a tu nagle bęc, nikogo w Wielkiej Sali nie ma no i... - No i moje drogie w sobotę nie ma lekcji... - Jak to...? - Tak to, a teraz tu jestem z waszymi kolegami, bo odpracowują szlaban. - Sobota...-wydukałam pełna zdumienia na co Dorcas i Kelly zabrały mnie na zewnątrz. - Wiecie co, może my się na jakieś biegi zapiszemy, żeby nadmiar energii spalić. W sobotę na lekcje iść... HA HA HA HA Śmiałyśmy się tak strasznie długo. - Wiecie co, jedno mnie naprawdę dziwi, dlaczego nikogo nie było w Wielkiej Sali?? Gdy szłyśmy jeszcze przez błonia spojrzałam na zegar była 10:00... - Dziewczyny mamy jeszcze cos z podróży jestem strasznie głodna!!! -No jakby się postarać to będziemy miały jakieś 2 stosy nic-Kelly & Dorcas ehh LIFE IS BRUTAL!!! Hmm mimo wszystko to wcale nie było takie 2 stosy nic. Tutaj był bałagan wielki bałagan. Ale kto by się tam przejmował no przecież oczywiście że ja. Podczas gdy Dorcas bawiła się transmutacją guzika w żuka i żuka w guzika,a Kelly czytała najnowsze wydanie "Życia na gorąco" Ja Lily Evans zabrałam się za Mission Impossible POSPRZĄTAĆ DORMITORIUM...uzbrojona oczywiście nie w różdżkę ruszyłam do akcji poukładałam wszystkie rzeczy na jeden stos no trochę duży stos. A potem na 3 inne Kelly , Dorcas i mój. Nastepnie owe stosy zmiętoliłam i maksymalnie zmniejszyłam ich objętość próbując upchnąć to do kufrów dziewczyn (jakie to piękne marzenie). -Dziewczyny tych rzeczy nie da się wsadzić do kufrów!!!!!-powiedziałam zdenerwowana -Da się Lily tylko trzeba je poskładać i normalnie spakować a nie wrzucić byle jak...-jak zwykle mądra Dorcas -No ale to zajmie wieki wieeekiiiii!!!!-powiedziałam załamana wizją układania tego. -Lily Dorcas mam pomysł nasze rzeczy na 100% zmieszczą się do kufra jak...-powiedziała Kelly -Jaaaaak!!!-powiedziałyśmy ja i Dorcas -Jak je transmutować na maluteńkie np.żuki -Genialne jesteśmy czarownicami-odpowiedziała pełna zapału z wielką radością w oczach Dorcas(zaczynam się jej trochę bać)a potem no potem nasze ubrania i rzeczy były wielkości rzeczy lalek Barbi no i problem z głowy:D -Jak to zrobiłaś-zszokowana ja -Przecież tego na pewno niemieliśmy na lekcjach-także zdziwiona Kelly -A ma się te sposoby-powiedziała Dorcas dalej zamieniając żuka w guzika i guzika w żuka No to teraz mamy pierwszą fazę ukończoną ale musimy jeszcze no odkurzyć ale to była już moja działka...Bo ja też się trochę dokształcałam po za lekcjami hehehehe -Chłoszczyć!-no i błyszczy się w naszym dormitorium -Jak wam się podoba w Hogwarcie-mówi Dorcas ciągle maltretując ten guzik:/ -Jak na moje to tutaj jest suuuuper powinni napisać o Hogwarcie jakąś książkę albo film nakręcić...-powiedziałam rozmażona -No książka jest ale co to jest film???-powiedziała Kelly -Jak to jest książka??-krzyknęłam zdziwiona-No jasne Lily zajrzyj czasem do biblioteki co hahahaha-powiedziała Dorcas dalej trans mutując tego biednego żuka-Dobra dobra idziemy na obiad jestem głodna!!-powiedziałam i wybiegłam z dormitorium rzucając poduszka w Dorcas i jej aktualnie żuka... OBIAD Jak zwykle na obiedzie lub innym posiłku miałam przed sobą Pottera gapiącego się na mnie bez przerwy. E tam żeby się tylko patrzył ale nie on musi robić to co najbardziej nie na widzę gapić się i cytuje: -Lily-powiedział gumochłon nadal się na mnie lampiąc -Co??-powiedziałam wnerwiona -A wierz że-znowu odezwała się ta krzyżówka wieloryba z świnią i małą domieszką skrzata domowego(od skrzata ma oczy którymi się na mnie gapi) -COOOO!!!-krzyknęłam już bardzo wnerwiona -Jesteś piękna..i....-powiedziała jajecznica rozjechana walcem drogowym(ja ten walec chętnie poprowadzę) -iii-powiedział Polter -zero mojej reakcji- -ej słuchasz mnie halo ziemia do Lily ej Lily odezwij się bo nie powiem co jest po i Lily hej hop hop wracamy do Hogwartu-mówił łagodnie do mnie Potter -zero reakcji- -LILY!!!!!!!!!!LILY LILY LILY LILY!!!!!LILKA LILUŚ LILUSIEŃKA LILIANNO LILIAN LILINKA LILY LILY SŁONECZKO PĄCZUSIU!!!!-krzyczał zdenerwowany Potter -POTTER SZLABAN U MNIE JUTRO W SALI OD TRANSMUTACJII O 17:00-krzyknęła z drugiego końca sali pani Mcgonagal - ZA CO-odkrzykuje czyrakobulwa -Za obrzydzanie mi i innym jedzenia swoją piękną odmianą imienia Lily-odpowiedziała opanowana Mcgonagal po czym zły matoł usiadł i cicho szepnął -a ty i tak się ze mną umówisz-powiedział co wiedział -CZYRAKOBULWO TWOJE NIEDOCZEKANIE-KRZYKNĘŁAM -TRUSKAWECZKO OCZYWIŚCIE ŻE DOCZEKAM TEGO-ODKRZYKNĄŁ POTTER -MATOŁ-JA -SŁONECZKO-ON -MIESZANKA GUMOCHŁONA Z PETUNIĄ-JA -ROZUMIEM CHCESZ POZNAĆ MOICH RODZICÓW TYLKO ŻE TATA TO PETER A MAMA ALICE!!-URADOWANY TEN KTÓREGO IMIENIA SIĘ BRZYDZĘ -NIE CHCE POZNAĆ TWOICH RODZICÓW CHOCIAŻ TO NAPEWNO DOBRZY LUDZIE W PRZECIWIEŃSTWIE DO CIEBIE WYBEBESZONA HIENO-WYDARŁAM SIĘ NAPRAWDĘ WNERWIONA -NO TO JA MOŻE POZNAM TWOICH RODZIĆOW SKARBIE RÓŻOWY-ON -JAKI SKARBIE RÓŻOWY!!!COŚ CI SIĘ CHYBA W GŁOWIE POMIESZAŁO!!!JEŻELI WOGULE COŚ TAM MASZ A I JAKIM CUBEM MYŚLISZ ŻE MOI RODZICE KIEDYKOLWIEK BĘDĄ CHCIELI CIĘ ZOBACZYĆ!!!!!!!!-POWIEDZIALAM CAŁA CZERWONA -NO JAKOŚ BĘDĘ MUSIAŁ UZYSKAĆ ZGODĘ NA ŚLUB PURCHAWECZKO-POWIEDZIAŁ POTTER -PURCHAWECZKO!!!-JA -PURCHAWECZKO-ON -PURCHAWECZKO-JA -TAK PURCHAWECZKO-ON -ŻUCZEK GNOJADEK!!!-powiedziałam i zmieniłam jego guziki w żuczki gnojaki -Panie Potter szlaban u pani Mcgonagal jutro o 17:00 a pojutrze u mnie o 18:00 i popojutrze u mnie o 19:00 a na jutro masz dla Lily napisać 1000 razy nie będę na Lily Evans mówić purchaweczko .Pani Evans pani zarobiła dziś dla Gryfindoru +5pkt. za bardzo ładną i perfekcyjną transmutacje guzików pana Pottera ale też szlaban nie z panem Potterem bo byście się zagryźli ale ze mna w sobotę o 20:00.-powiedział dyrektor Dumberdor(nie wiem jak się pisze) POWRÓT Z OBIADU ******************** -Lily sama lepiej tego bym nie zrobiła to było perfekcyjne-powiedziała Dorcas -Naprawdę przez chwile wydawało mi się że go zamienisz w tego żuczka gnojaka -dodała Kelly -A wiesz że ja też-wybuchnęłam śmiechem -wybuch śmiechu całej trójki- -Idę do biblioteki dziewczyny zaraz do was dołączę musze znaleźć sobie parę dobrych epitetów na Pottera bo ta purchaweczka mnie dobiła-powiedziałam i poszłam do biblioteki W bibliotece zaczęłam brać masę książek o transmutacji i eliksirach i dużo innych znalazłam też książkę pt"historia Hogwartu" całe szczęście że miałam różdżkę bo tak bym tego nie udźwignęła rzuciłam zaklęcie lewitacji i skupiona na lewitowaniu książek ruszyłam do dormitorium. *********** Dormitorium *********** Usiadłam na łóżku i poukładałam w szafie obok(gdzie powinny być nasze rzeczy ale że te rzeczy tam się by nie zmieściły i są w kufrze to szafa jest pusta)zajęłam ją prawie całą. -Lily no co ty po co ci tyle książek!!!-Dorcas & Kelly -Nie mi tylko nam pomyślałam że przyda nam się taka mini biblioteczka z najważniejszymi rzeczami jak historią Hogwartu czy transmutacją.-odpowiedziałam najzupełniej spokojna -O matko a ja myślałam że cie znam nie wiedziałam że tak lubisz czytać-odparła zdziwiona Dorcas znowu bawiąca się guzikiem(to juz chyba jakiś nałóg) -No jak mnie czasem napadnie to potrafię 3 dni i noce czytać bez przerwy-powiedziałam i wzięłam historię Hogwartu, pogrążyłam się w lekturze :D -puk puk otwórzcie to ja pr.Mcgonagal -proszę otwarte- powiedział nasz chórek -A więc panno Evans pani zacho...jejku zazwyczaj widzę bałagan przy takich niespodziewanych wizytach a tu taki porządek..Co to czy wy chomikujecie książki z biblioteki!!! -Nie oczywiście że nie ja po prostu dużo czytam naprawdę-powiedziałam zmieszana nie pomyślałam że ktoś też chce poczytać książki i że trzeba je oddawać -Dobrze,a więc zachowanie pana Pottera było skandaliczna ale twoje również nigdy agresją na agresję mam nadzieje że się rozumiemy a i następnym razem nie będziemy tacy pobłażliwi i nie skończy się to na jednodniowym szlabanie!!-zagroziła pr.Mcgonagal -Oczywiście bardzo przepraszam za moją zuchwałość obiecuję poprawę...-odpowiedziałam -No to bardzo dobrze że się rozumiemy aha +10pkt. dla Gryfindoru za ten porządek. Do końca dnia czytałam książkę potem poszłam na kolacje zjadłam kanapki wykąpałam się położyłam do łóżka i czytałam dalej naprawdę mnie to wciągnęło. Czytałam tak do późna i w końcu zasnęłam. ******* Ostatnio wogule nie pisałam ale to się zmieni obiecuję co tydzień notkę albo i częściej ale ma do was prośbę potrzbuję trochę epitetów na Pottera i Lily coś w stylu purchaweczko,rozjechana jajecznico z góry thx a po zatym piszcie na moje gg 7298761 jak chcecie zareklamować swój blog lub stronę(piszcie nawet kiedy jestem niedostępna).No i została jeszcze jedna ważna sprawa KOMENTUJCIE błagam piszcie co o tym myślicie nikt wam za to ręki nie utnie chcemy wiedzieć czy wam się podoba i wogule czy piszemy po to rzeby ktoś to przeczytał czy po to rzeby było *starałam się poprawić wszystkie błedy ort. ale jeżeli coś mi umknęło to baardzo przepraszaam POZDRAWIAM LILY
wtorek, 02 stycznia 2007
Pierwszy dzień w Hogwarcie =) (cz.2)
- ...a teraz podzielicie się na pary i będziecie ćwiczyć proste zaklęcie rozweselające. - oznajmił profesor, przedstawiający się wcześniej jako prof. Flitwick. Automatycznie ruszyłam w stronę Lily, ale nagle przypomniałam sobie o Kelly. Ona jakby wyczuła moje myśli i powiedziała
- Nie martw się, będę z Annie. Podeszłam więc do Lily.
- Co mamy robić?
- Ćwiczyć zaklęcie, tylko niech on się przestanie na ciebie gapić! - odparłam, przekrzykując hałas panujący w klasie.
- Kto?!
- No tamten w okularach! Patrzy na ciebie odkąd weszłaś do sali!
- Naprawdę? - zapytała trochę ciszej, bo nie było już tak głośno. Wszyscy skupiając się na zaklęciach, robili się czerwoni na twarzach.
- Naprawdę. Teraz chyba powinnyśmy rzucić to zaklęcie.
- Chyba tak. SVIKLE! - Zaskoczyła mnie. Nagle opanowało mnie cudowne uczucie niepohamowanej wesołości. Wszystko rozpłynęło mi się przed oczami...

- Dorcas! Dorcas! DORCAS!!!
- Co... - spytałam niezbyt przytomnie. Nadal chciało mi się śmiać, ale gdy tylko ruszyłam głową, zaczęła mnie okropnie boleć. - ...się stało? - zdołałam tylko wymamrotać.
- Straciłaś przytomność i walnęłaś w ławkę. - odparła Lily. - Chyba przesadziłam z siłą tego czaru, sorry.....
Wybaczyłam jej natychmiast. Na szczęście zaraz zadzwonił dzwonek.

Z ulgą weszłam do chłodnej Wielkiej Sali. Usiadłyśmy na swoich miejscach. Zaczęłam coś nakładać na talerz z półmiska, a później leniwie podniosłam widelec do ust. Zatrzymało mnie coś w połowie.
- Dorcas, ty jesz karmelowy pudding?! - tym "czymś" była Lily.
- Co jem? - wciąż chciałam się śmiać...
- Pudding! I to w dodatku karmelowy.
Odsunęłam talerz ze wstrętem. Przecież ja nienawidzę tego puddingu!
- Może pójdziemy sprawdzić czy nie masz trwałych urazów po moim zaklęciu do skrzy... - zaczęła Lily, lecz przerwał jej głośny huk. Wszyscy obrócili się w stronę, z której dochodził. A tam, na drugim końcu naszego stołu, siedziało 4 chłopaków z naszej klasy, wszyscy w szarlotce. Na domiar złego jeden z nich, wyraźnie zadowolony, zawołał "Cześć, Lily!" patrząc w stronę rudowłosej. Ślizgoni wybuchli szyderczym śmiechem, Lily zrobiła się cała czerwona i schyliła się po upuszczony widelec.
- Nie martw się - udało mi się wydobyć z siebie. Lily, niepewna własnego głosu, wskazała palcem drzwi.

- No i jak się wam udał pierwszy dzień w szkole? - spytała Kelly, rzucając się na łóżko (na szczęście swoje). Byłyśmy w dormitorium, korzystając z przerwy między lekcjami. - nienajlepiej, prawda?
- Beznadziejnie...
poniedziałek, 01 stycznia 2007
TROCHĘ długo nie pisałyśmy........
Bardzo długo nas nie było ;) Lily postanowiła pisać blogasqa dalej, a ja nie miałam nic przeciwko. Mam nadzieję że od czasu do czasu uda się coś wkleić...
sobota, 11 marca 2006
Pierwszy dzień w Hogwarcie =) (cz.1)
Ok, w końcu piszę =) Za wszystkie komcie BARDZO DZIĘKUJĘ!!! Myślę, że Lily też ;D *** Obudziło mnie słońce, którego promienie padały na moją twarz. Przeciągnęłam się leniwie i spojrzałam na zegarek. Była dopiero 6.30, ale wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam i wyszłam. Obudziłam Lily i Kelly. Lily wbiegła do łazienki pierwsza, a Kelly, która biegła tuż za nią, spotkało bolesne uderzenie w drzwi. Trochę oszołomiona wstała i wyjęła plan lekcji, żeby zobaczyć, jakie mamy lekcje. - Nie lubię transmutacji... - powiedziała. - Dlaczego? - spytałam. Nic nie odpowiedziała, bo Lily właśnie wyszła, ponieważ zapomniała ubrania. Kelly z tego skorzystała i wbiegła do łazienki. - Kelly! Wychodź stamtąd!!! - krzyczała Lily. - Tylko 10 minut! - zawołała Kelly. Lily usiadła obok mnie i popatrzyła na plan lekcji, który trzymałam w rękach. - Jak myślisz, lekcje będą fajne? - Chyba tak... - Czego najbardziej chciałabyś się uczyć? - Hmm... chyba... wszystkiego - uśmiechnęłam się. *** Pół godziny później szłyśmy na pierwszą lekcję, czyli eliksiry. Postanowiłam, że pójdziemy pół godziny wcześniej, żeby się nie spóźnić w razie zgubienia się. Okazało się, że miałam rację, bo zamiast do lochów trafiłyśmy na drugie piętro. A to wszystko za sprawą ruchomych schodów, ale nie takich, jak w sklepach mugoli, tylko takich, które ciągle zmieniają swoje pozycje. Cudem zdążyłyśmy wbiec na czas do klasy. W drzwiach, a raczej obok drzwi, bo w nich się nie mieścił, stał profesor. Miał wąsy i słomiane włosy, a na twarzy jakby przyklejony olbrzymi uśmiech. W klasie było trochę ponuro. Zajęłyśmy jedyne wolne miejsca z przodu, niedaleko biórka profesora. Za nami siedzieli Gryfoni, a jeden z nich, w okularach, gapił się na Lily i chyba nie zdawał sobie z tego sprawy. Profesor podszedł do tablicy. - Nazywam się profesor Slughorn - powiedział - i będę was uczyć eliksirów. Wszyscy notowali, to, co mówił profesor. Opowiedział nam trochę o podstawowych eliksirów, a na koniec oznajmił, że uważymy jeden z łatwiejszych eliksirów. - Czy wszyscy mają potrzebne składniki? - zapytał. - JJa... chchybbbba nie mmam - wyjąkał przerażony Gryfon siedzący niedaleko. Odniosłam wrażenie, że bardzo lubi słodycze ;). Profesor wypisał na tablicy instrukcje, ale zadzwonił dzwonek. - Dokończycie eliksir po przerwie! - krzyknął Slughorn. Wszyscy wybiegli lub wyszli z klasy. Ruszyłyśmy korytarzem i po drodze napotkałyśmy Irytka. Rzucił w nas kawałkami kredy, ale zdążyłyśmy się uchylić i wbiec do pustej klasy tuż obok. Odczekałyśmy 5 minut, po czym wyszłyśmy ostroznie na zewnątrz. Irytek na szczęście zniknął. Wróciłyśmy do klasy tuz przed dzwonkiem. - Wszyscy są? - spytał profesor, zamykając drzwi. Jakiś Ślizgon zdążył jeszcze wślizgnąć się do sali. Wyciągnęliśmy składniki, kociołki i inne potrzebne przedmioty. - I co, fajna lekcja? - zapytała Kelly, obierając figę. - Czy ja wiem... - odparłam, wrzucając do kociołka trzy skrzydła nietoperza. Płyn zabulgotał, coś trzasnęło i zmienił barwę z jaskrawoczarwonej na pastelowy błękit. Upewniłam się, czy wszystko z nim w porządku. Okazało się, że powinien być żółty. - Chyba dodałam za szybko muchy - stwierdziłam i wymieszałam za radą Lily eliksir. Zrobił się trochę bardziej żółty, co w rezultacie dało jasną zieleń. - No, już chyba lepiej - powiedziałam sama do siebie. Zauważyłam, że Kelly też nie radzi sobie najlepiej i ucieszyłam się, że nie tylko ja mam problem z napojem. Z naszej trójki tylko Lily coś wyszło. Nagle rozległ się głośny wybuch: to kogoś kociołek wyleciał w powietrze, potem podleciał leniwie do przodu i wylał swoją zawartość prosto na głowę profesora. Wywołało to salwy śmiechu. Lily prawie spadła z krzesła. Profesor wypowiedział jakieś zaklęcie i eliksir zniknął. Podszedł potem do właściciela kociołka, ale nie wiem, kto to był, bo zajęłam się swoim wywarem, który zaczął niebezpiecznie bulgotać. Kociołek Kelly obrócił się w miejscu, ale na szczęście nic więcej nie zrobił. Pod koniec lekcji wszyscy oddali kolby ze swoimi eliksirami. Okazało się, że wywar udało się uważyc prawidłowo tylko kilku osobom: Lily, jakiemuś Gryfonowi i Ślizgonowi, któremu wyszło to najlepiej. Slytherin dostał za to 10 punktów. Po dzwonku wyszliśmy z klasy. Teraz czekała nas droga na transmutację. - Jestem pewna, że to ten korytarz - oznajmiła Kelly, wskazując na korytarz po lewej stronie. - Czemu ten zamek jest taki duży...? - westchnęła Lily. - Żeby łatwiej było się w nim zgubić - odpowiedziałam - najlepiej spytajmy kogoś o drogę. Lily i Kelly uznały, że to dobry pomysł, więc zapytałyśmy jakąś dziewczynę, która wskazała na korytarz po lewej. - A jednak miałam rację - upierała się Kelly. - Zobaczymy na miejscu - odparłam. Ale droga była dobra i trafiłyśmy do klasy. Na szczęście się nie spóźniłyśmy, tak, jak dwójka Krukonów, na których nawrzeszczała profesor. Nazywała się McGonagall i była kobietą o niezbyt miłym wyrazie twarzy. Była surową nauczycielką. Pokazała nam, jak transmutować różne rzeczy. Najpierw machnęła różdżką w stronę książki, która zmieniła się w gołębia, potem zamieniła pióro w mysz, aż wreszcie siebie w kota. - Jest animagiem... - zaczeła Krukonka siedząca niedaleko nas, ale McGonagall machnęła różdżką w stronę guzika przy jej swetrze, a on przemienił się w pająka. Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć, a gdy przestała, juz nic nie powiedziała do końca lekcji. Zauważyłam, że nie tylko ona cos mówiła i w rezultacie Gryffindor stracił 10 punktów, a Rawenclaw 12. Rozmowy ucichły, jak tylko profesor McGonagall wróciła do swojego biórka i zaczęła mówić. Tłumaczyła wszystko o transmutacji. Robiłam notatki, ale większość osób ziewała lub coś rysowała na pergaminie. - Teraz się okaże, kto mnie słuchał - powiedziała profesorka i zadała nam kilkanaście pytań. Niewiele osób znało prawidłową odpowiedź, toteż domy znowu straciły punkty. Przestałam je liczyć po 8 osobie nieznającej odpowiedzi. Potem wytłumaczyła dokładnie, jak zamienić żuka w guzik i poprosiła Kelly, żeby rozdała żuki, które czekały na zmienienie w guziki (lub coś innego) w pudełku na szafce. Gdy otrzymałam swojego żuka, dźgnęłam go różdżką i wymówiłam zaklęcie. Biedny żuk poszybował do okna i z powrotem, po czym spadł na podłogę. McGonagall podała mi go, mówiąc, co trzeba zrobić, żeby żuk zamienił się w guzik. Spróbowałam drugi raz, ale żuk tylko obrócił się szybko kilka razy woków własnej osi. Biedny żuk, chyba mu się zakreciło w głowie. Ale wtedy przypomniałam sobie, co zrobiłam nie tak: nie pomyślałam, jaki to ma być guzik, tylko użalałam się nad małym zwierzątkiem. Wymyśliłam więc, że będzie to biały, kwadratowy guzik, taki, jakim kiedys był pajak wałesający się teraz po klasie. Skoncentrowałam sie na guziku ("przestań... myśleć... o.. żuku..., przestań myśleć... o... żuku..."), machnęłam różdzką i żuk, ku mojemu zdziwieniu zamienił się w lśniacy, biały guzik. Byłam druga osobą, której się to udało. McGonagall pochwaliła mnie. Pod koniec lekcji ofiarowałam guzik tamtej Krukonce, która okazała się bardzo miła. Nazywała się Annie. Po dzwonku wypadłyśmy z klasy i pobiegłysmy na lunch. Weszłyśmy nie zwracając niczyjej uwagi i zajęłyśmy miejsca przy końcu stołu. - Jak ty transmutowałaś tego żuka? - zapytała Kelly, która swojego żuka zmieniła w obłoczek dymu. - Wykonałam instrukcje McGonagall - powiedziałam, nakładając frytki. - O kurczę, frytka mi spadła na stół. - Masz - Lily podała mi serwetkę. Wzięłam frytkę z obrusu, na którym została jednak okropna plama. Wyciągnęłam książkę z zaklęciami i zaczełam szybko przerzucać kartki. - Pozbawienie kolców kaktusa... przywoływanie... nie... - mruczałam sama do siebie. - Jest! - Położyłam otwartą księgę zaklęć na kolanach i wymówiłam zaklęcie. Plama zrobiła się różowa. - Dobrze, że nie spaliłaś obrusu - stwierdziła Lily. Spróbowałam jeszcze raz. Plama zniknęła, ale tylko na kilka sekund, bo potem znowu pojawiła się na obrusie. - O nie ty plamo, nie będzie cię tutaj... - machnęłam różdżką i plama zmniejszyła się. - Powiedziałam, że ma cię tu nie być! - dźgnęłam ją różdżką i w końcu zniknęła na dobre. Zauważyłam, że przyjaciółki uwaznie przysłuchiwały się mojemu monologowi. - Nie martwcie się, nie ześwirowałam. Lunch dokończyłyśmy w spokoju. Wyszłyśmy z WS na tyle wcześnie, żeby dojść do klasy. Trochę nawet tam poczekałyśmy. Gdy przyszedł profesor, nikt tego nie zauważył. Był bardzo niski. Miał najwyżej 1m wzrostu. To dlatego drzwi miały 2 klamki: 1 na normalnej wysokości i 1 dla profesora. Weszłyśmy i zajęłyśmy fajne miejsca z tyłu sali.
19:57, dorcas11 , Szkoła
Link Komentarze (6) »